Sztuka projektowania

Stylowa, nowoczesna i smukła bryła oraz innowacyjne ujęcie modernistycznej architektury Cosmopolitan Twarda 4 nagrodzone! 44-piętrowy apartamentowiec zaprojektowany przez Helmuta Jahna został laureatem Nagrody Architektonicznej Prezydenta m.st. Warszawy.

 

Helmut Jahn – architekt wieżowca Cosmopolitan Twarda 4. Fot. Robert Gardziński/FORUM

Nowoczesna forma Cosmopolitan Twarda 4 – zaprojektowanego przez jednego z najwybitniejszych architektów XXI wieku, Helmuta Jahna – góruje nad ścisłym centrum Warszawy i zaprowadza nowy ład zabudowy przestrzennej okolic placu Grzybowskiego. To także przykład wysokiej miejskiej sztuki użytkowej. Zachwyty nad projektem Helmuta Jahna nie ustają od chwili, gdy w 2010 roku rozpoczęła się jego budowa, ukończona trzy lata temu. Teraz do grona admiratorów wzornictwa najwyższej próby dołączyło jury pierwszej edycji Nagrody Architektonicznej Prezydenta m.st. Warszawy. W tym prestiżowym konkursie Cosmopolitan zwyciężył w kategorii „Architektura mieszkaniowa – pojedynczy obiekt”. Jak podkreśla Karolina Kaim, prezes Zarządu Tacit Investment, nagroda ta jest przede wszystkim wyrazem uznania dla projektanta. – To uhonorowanie Helmuta Jahna, jednego z najwybitniejszych architektów XXI wieku. Cosmopolitan z pewnością wyznacza nowe standardy projektowe z zachowaniem tak istotnej dla naszego miasta tożsamości – tłumaczy Karolina Kaim. Zdaniem prezes Zarządu Tacit Investment wyróżnienie dowodzi także doskonałego wyboru lokalizacji 160-metrowego budynku – cichej enklawy w sercu metropolii, blisko atrakcji wielkiego miasta. – To świetne miejsce do życia – zapewnia Karolina Kaim, i dodaje: – A do tego wspaniały region miasta. Helmutowi Jahnowi gratulujemy i zapraszamy do lektury ekskluzywnego wywiadu Marzeny Mróz, w którym architekt zdradza m.in. kulisy powstawania projektu Cosmopolitan, jak też wielu innych nagradzanych projektów, które wyszły spod jego ręki.

 

Helmut Jahn – jeden z najwybitniejszych architektów XXI wieku, twórca ponad stu najciekawszych budynków, m.in. Sony Centre w Berlinie, siedziby Unii Europejskiej w Brukseli, State of Illinois Centre w Chicago i apartamentowca Cosmopolitan Twarda 4 w Warszawie.

 

Czy architekt – jak pisarz albo malarz – musi mieć wenę, żeby tworzyć?

Tak, zdarza mi się ona każdego dnia. Czasami natchnienie przychodzi bardzo szybko, innym razem potrzebuję nieco więcej czasu.

Co bywa dla Pana inspiracją?

To zależy. Kiedy dostaję zadanie, jakim jest zaprojektowanie budynku, muszę przeanalizować wszystkie jego aspekty. Nie zawsze staram się stworzyć coś nowego. Raczej czerpię z tego, co powstało w przeszłości, i próbuję to ulepszyć. Wykorzystuję nowe metody, ulepszam technologie, poprawiam parametry, które w międzyczasie stały się ważne, np. energooszczędność budynku.

Prawda to czy legenda, że kształt Cosmopolitana narysował Pan w samolocie na serwetce, lecąc do Warszawy? Gdzie jest ta serwetka?

Historia z serwetką to mit, który krąży między wieloma architektami. Ale mam szkice. Kiedy lecę samolotem, często coś rysuję. Czasami projektuję na małych skrawkach papieru, które potem sklejam ze sobą.

Jakie wrażenie zrobiła na Panu Warszawa? Jak odebrał Pan to miasto?

Nie znałem Warszawy. Wybrałem się w podróż, ponieważ musiałem zobaczyć miejsce, w którym miał powstać projektowany przeze mnie budynek, i dowiedzieć się, jakie są wymagania inwestora. Pamiętam, że byłem pod wrażeniem tego, co zobaczyłem. Mógłbym przyrównać Warszawę do byłego Berlina Wschodniego, choć oczywiście wygląda ona dziś dużo bardziej nowocześnie. Nowe budynki są całkiem udane, choć nie nazwałbym ich wybitnymi.

Które kondygnacje są lepsze do zamieszkania – niższe czy wyższe?

W pewnym budynku w Nowym Jorku inwestor początkowo sprzedawał jedynie mieszkania na niższych piętrach, a dopiero teraz wystawia na sprzedaż te położone na wyższych kondygnacjach. Kiedy wcześniej klienci chcieli je kupić, inwestor mówił, że nie są one na sprzedaż lub że zostały już sprzedane.

Dzięki temu początkowo udało mu się zapełnić mniej atrakcyjną część wieżowca, czyli niższe piętra. Większość ludzi chce mieszkać na wyższych kondygnacjach, więc sprzedając takie mieszkania na samym początku, zostaną nam jedynie te mniej atrakcyjne. Warto jednak pamiętać, że klienci przy wyborze mieszkania kierują się przede wszystkim lokalizacją. Chcieliby mieszkać w określonym miejscu i dlatego są skłonni do kompromisu.

Moim zdaniem mieszkanie położone na wyższych kondygnacjach nie zawsze jest najlepszym wyborem, zwłaszcza w przypadku, gdy w najbliższym sąsiedztwie nie ma innych budynków. W Nowym Jorku wyższe piętra są pożądane, ponieważ na niższych mieszkańcy mają ograniczony widok. Jednak w przypadku Cosmopolitana wygląda to zgoła inaczej: mieszkania na niższych piętrach oferują wspaniałe widoki, których nic nie przesłania.

Podobnie jak w Sony Center w Berlinie, gdzie właśnie rozmawiamy.

Siedzimy teraz w moim biurze na drugim piętrze, z którego rozciąga się dużo ładniejszy widok niż z dziesiątego. Może i nie widać stąd zbyt wiele nieba, ale za to można zobaczyć to, co dzieje się pod nami. Najlepiej byłoby mieszkać tu na czwartym piętrze, gdzie okna znajdują się nieco ponad linią drzew, ale nadal można łatwo dojrzeć ziemię.

Moje mieszkanie w Chicago mieści się na siódmym piętrze i jest to idealna lokalizacja, ponieważ widać stamtąd zarówno park, jak i jezioro. Z szóstego piętra nie widzielibyśmy jeziora, a z ósmego nie mielibyśmy widoku na park. Co ciekawe, kiedy kupowaliśmy z żoną to mieszkanie, tylko ono było wystawione na sprzedaż! Jak widać, czasami trzeba liczyć na łut szczęścia.

 

Cosmopolitan Twarda 4 projektu Helmuta Jahna

Czy trudno było zaprojektować budynek w centrum miasta z burzliwą historią i bardzo eklektyczną zabudową?

Nie, wręcz przeciwnie. W Warszawie, miejscu o bogatej przeszłości, które posiada własny charakter i jest miastem z krwi i kości, znalazłem wymarzone warunki do stworzenia nowoczesnego apartamentowca, jakim jest Cosmopolitan. Adres jest prosty: ulica Twarda 4, tuż przy placu Grzybowskim. Zaprojektowanie kształtu budynku w takim miejscu nie zawsze jest prostą sprawą, ale rozwiązania, jakie należy zastosować, są niemal oczywiste.

Nasze projekty cechuje ciągły rozwój, począwszy od pierwszych większych przedsięwzięć w połowie lat 70. w Chicago, a potem w Nowym Jorku, Filadelfii i Los Angeles, w Azji, na Bliskim Wschodzie. Opracowując plany wieżowców, posługujemy się różnym „językiem” projektowania w zależności od tego, czy budynki te mają powstać w Chicago, Nowym Jorku, czy też w Europie. W stylu budynków wznoszonych w Chicago widać próby kontynuacji modernizmu, nowojorskie wieżowce są określane jako postmodernistyczne, choć ja wcale je za takie nie uważam. Moim zdaniem nawiązują one formą do typowych amerykańskich drapaczy chmur, które są bardziej widoczne w Nowym Jorku niż w Chicago. Wierzymy, że forma budynku może być swego rodzaju manifestem, który przyczynia się do poprawy życia społeczeństwa. I na tym również polega wyjątkowość Cosmopolitana w Warszawie.

Czy ma Pan jakieś szczególne wspomnienie, anegdotę związaną z powstawaniem Cosmopolitana?

Mam słabą pamięć do takich rzeczy. Sądzę, że przełomowym momentem przy tworzeniu Cosmopolitana był telefon od inwestora. Niestety, współpracujące z nami biuro architektoniczne Epstein chciało przejąć całą kontrolę nad projektem i w ten sposób przypisać sobie wszystkie zasługi. Dlatego nie informowano nas o postępach prac, choć docierały do nas pogłoski, że podwykonawca zamierza kupić tanie ściany kurtynowe. Na szczęście w tym samym czasie inwestor powiadomił mnie, że przejmuje budowę po firmie, która początkowo zajmowała się projektem. Martwił go stan prac budowlanych i poprosił mnie, abym przyjechał do Warszawy. Tak też zrobiłem i od tamtej pory sprawy przybrały pozytywny obrót. Można to porównać do treningu fizycznego – czasami ktoś musi dać ci mocny wycisk, abyś mógł poprawić swoje wyniki. Oczywiście nie oznacza to, że pierwotny projekt był zły, ale warto pamiętać, że prace nad ostatecznym wyglądem budynku trwają tak naprawdę do samego końca. To bardzo ciężka i intensywna robota, należy wszystko ściśle nadzorować, aby efekt końcowy był taki, jaki zamierzyliśmy. Co ciekawe, inwestorzy nie zawsze pałają miłością do architektów, ponieważ postrzegają ich jako maruderów, którzy ciągle coś zmieniają i proponują kosztowne rozwiązania. Jednak dobrzy klienci zdają sobie sprawę z tego, że architekt jest tak naprawdę ich sprzymierzeńcem.

Pana projekty słyną z innowacyjności i zaawansowanych technologii. „Archi-neering” – czyli połączenie architektury i inżynierii. Co to oznacza w XXI wieku?

Archi-neering to termin, który ukuliśmy wspólnie z Wernerem Sobekiem, zajmującym się inżynierią budowlaną przy powstawaniu Cosmopolitana. Po raz pierwszy współpracowałem z nim przy budowie lotniska w Bangkoku, a następnie przy wielu innych budynkach, takich jak choćby Post Tower. Lotnisko było przykładem budowy, w której niezwykłą wagę odgrywała ścisła współpraca pomiędzy architektami i inżynierami. Nasze studio wygrało konkurs na opracowanie projektu lotniska. Zaczęliśmy prace budowlane, ale współpraca z amerykańskimi inżynierami nie układała się po mojej myśli i byłem bardzo niezadowolony z efektów ich działań. Zadzwoniłem więc do Wernera i umówiłem się z nim na kolację, podczas której doradził mi, jak rozwiązać problemy, z którymi nie mogliśmy się uporać.

Głównym wyzwaniem, z jakim musieliśmy się zmierzyć w Bangkoku, było stworzenie właściwego systemu klimatyzacji dla całego budynku. Amerykańscy inżynierowie wymyślili, aby do środka wpompowywać z dużą prędkością zimne powietrze, co dawało bardzo nieprzyjemny efekt. Postanowiliśmy skontaktować się z kolejnym niemieckim inżynierem, Matthiasem Schullerem z firmy Transsolar, który powiedział nam, że budynek jest „chory” i wymaga odpowiedniej „kuracji”. Udało nam się opracować sześć rozwiązań zmieniających ten stan rzeczy, a klient wybrał jedno z nich. Budynek nie ma kanałów wentylacyjnych, lecz chłodzone podłogi i jest odpowiednio zacieniony, co jest ważne ze względu na panujący tam tropikalny klimat. Jest także przykładem tak zwanego zrównoważonego budownictwa.

Tak więc archi-neering to podejście, w którym architekci współpracują ściśle z inżynierami niemal od samego początku projektu, w efekcie czego każdy element budynku sprawuje się lepiej niż w przypadku tradycyjnych metod. Przypomina to trochę dialog, w którym inżynier budowlany może skrytykować wygląd budynku, a architekt zaproponować zmianę jego konstrukcji, co ma sprzyjać danemu rozwiązaniu. Niektóre z takich rozwiązań są kosztowne, ale na dłuższą metę znacznie lepiej spełniają swoją rolę. Tak więc projektowanie budynków można przyrównać do projektowania nowych samochodów, łodzi albo samolotów. Każdy nowy model jest lepszy od poprzedniego. Obecnie stało się to już regułą, że budynek może jedynie zyskać na zastosowaniu w nim nowoczesnych rozwiązań technicznych, ale architekt sam sobie z tym nie poradzi. Dlatego w procesie tworzenia bierze udział wielu innych podwykonawców: dostawcy opracowują nowe produkty dostosowane do naszych potrzeb, ściśle współpracujemy z przemysłem szklarskim, a powłoki wielu budynków wykonuje się obecnie z materiałów tekstylnych. Osłony przeciwsłoneczne, które są zainstalowane na zewnątrz budynku Cosmopolitan, opracowaliśmy wspólnie z firmą, która wcześniej już je produkowała, ale dla nas musiały być one większe i bardziej przejrzyste. Producent sprostał temu wyzwaniu i obecnie sprzedaje te osłony na cały świat.

Co Pan sądzi o powstającej właśnie architekturze?

Niestety, obecne czasy nie sprzyjają tworzeniu dobrej architektury, choć jeszcze do około 2010 roku sytuacja wyglądała dużo lepiej. Dziś korporacje bardziej interesuje strona finansowa inwestycji, a budowa nowej siedziby jest dla nich tylko kosztem, czyli problemem. Kiedyś wyglądało to inaczej. Firmy były dumne ze swoich nowych siedzib, które odzwierciedlały wzorową kulturę korporacyjną. Obecnie nikt o to nie dba. Najbardziej liczą się ceny akcji na giełdzie, a jedyną miarą sukcesu są zyski. Klienci coraz częściej wymagają, aby projekty były jak najtańsze, a co za tym idzie – mało wyszukane. Wiem, że wielu moich kolegów po fachu z chęcią podejmuje się takich zleceń, zyskując coraz więcej klientów, podczas gdy architekci tacy jak ja, którzy opierają się temu trendowi, tracą na popularności.

„Przyszłość nigdy się nie myli” – to Pana słowa i motto działań. Jak należy je rozumieć?

Cóż, ta sentencja nie zawsze się sprawdza, ale przynajmniej jest chwytliwa. Rozumiem to w ten sposób, że nigdy nie powinniśmy być zadowoleni z tego, co dotychczas osiągnęliśmy. Nie warto osiadać na laurach.

Czy można powiedzieć, że tworzy Pan współczesną klasykę?

Raczej klasyczny modernizm. Warto wspomnieć, że jeszcze w latach 80. i 90. ubiegłego wieku architektura była przedmiotem dialogu, a nawet gorących dyskusji. Organizowano konferencje, sympozja poświęcone zagadnieniom z tej dziedziny. Ale to już przeszłość. Obecnie każdy robi, co chce. Coraz większą rolę w procesie projektowania budynków odgrywają komputery, choć moim zdaniem można podać w wątpliwość, czy zawsze dobrze się przy tym sprawdzają. Kolejną kwestią jest to, jak budynki się starzeją. Sony Building, w którym właśnie teraz się znajdujemy, jest dziś w lepszym stanie niż tuż po jego ukończeniu – 16 lat temu. Dobre budynki są jak wino – im starsze, tym lepsze. Natomiast konstrukcje złe szybko przeistaczają się w ruinę lub po prostu o nich zapominamy.

Przed Panem projekt budynku idealnego – jaka będzie jego bryła i gdzie on stanie?

Cóż, projektowanie budynku nie przypomina gotowania posiłku – to znacznie bardziej skomplikowany proces. Jeśli architekt myśli, że zaprojektował idealny budynek, równie dobrze mógłby już położyć się w grobie. Człowiek może nauczyć się takiego podejścia do swojego zawodu od naukowców, ponieważ wiele z tych rzeczy, o których mówiłem, wywodzi się z nauki i praw fizyki. I to właśnie nauka powinna być dla nas najlepszym dowodem na to, że nigdy nie powinniśmy ustawać w dążeniu do czegoś, co jeszcze nie zostało osiągnięte. Naukowiec nigdy nie jest w pełni usatysfakcjonowany ze swoich dokonań i wciąż stara się coś odkryć lub wymyślić.

Wielu z nas chce czynić świat lepszym i zapewnić mu lepszą przyszłość, a projektując budynki czy nowoczesne samoloty, możemy w pewien sposób się do tego przyczynić. Grupa ludzi, którzy pchają świat do przodu, jest stosunkowo niewielka, ale są oni częścią niezwykle ważnego procesu.

0
500