Niech kapitał pracuje

Rest Capital Investments szuka na rynku najkorzystniejszych rozwiązań inwestycyjnych. Jako grupa inwestorów, często przyjaciół, wykorzystują swój potencjał, wiedzę i kontakty do pomnażania kapitału w mądry sposób.

Czym wyróżnia się grupa, w czym widzi potencjał i kto jako pierwszy ponosi ryzyko związane z inwestowaniem, opowiada Remigiusz Krzyżanowski, prezes Zarządu i współtwórca Rest Capital Investments.

 

Remigiusz Krzyżanowski

 Jesteście butikową, nieformalną grupą inwestorów. Co Wami kieruje w świecie finansów?

Podstawowy cel to doprowadzenie do sytuacji, w której pieniądze pracują na nas, a nie my na pieniądze. Z tego właśnie bierze się także nazwa firmy Rest Capital Investments. Rest po angielsku znaczy odpoczywać i o to właśnie nam chodziło. Nasz przekaz jest bowiem prosty: Ty, inwestorze, odpoczywaj, a niech kapitał dla Ciebie pracuje. Nazwa ma też dodatkowe, ukryte znaczenie, o którym dotychczas wiedzieli wyłącznie nasi najbliżsi współinwestorzy – Rest to złożenie dwóch pierwszych liter imion mojego i mojego wieloletniego Przyjaciela, współzałożyciela i Wspólnika Stanisława Oleksiuka (uśmiech).

Kontur drzewa w logotypie, jak mniemam, nie jest przypadkowy?

To prawda, to nasz bardzo przemyślany wybór. Podczas konstruowania logo odbyliśmy długą rozmowę z designerem o wartościach, które są dla mnie i mojego wspólnika najważniejsze, i na tej podstawie podjęliśmy decyzję o umieszczeniu tego symbolu w logotypie.

 

Wspomniane wartości, ważne dla Rest Capital Investments, to…?

W naszym rozumieniu drzewo doskonale oddaje i symbolizuje wartości, które dla nas są najważniejsze, czyli długowieczność, bo sami współpracujemy już prawie 20 lat i liczymy na wieloletnią współpracę z nowymi współinwestorami. Stabilność, mocne korzenie, a więc duża odporność na różnego rodzaju żywioły, również kryzysy finansowe. Silne zasady, przede wszystkim uczciwość, rzetelność i szacunek dla innych, a także trwałość i niezmienność w tych przekonaniach, jak również ciągły wzrost i rozwój, lecz nie ten błyskawiczny, ponieważ na takim nam nie zależy; z nim związane są zazwyczaj mało rzetelne przedsięwzięcia, ale stabilny i regularny.

Stawia Pan na transparentność modelu działania? Szczerość jest ważna, gdy mowa o pieniądzach i sprzyja inwestowaniu?

Oczywiście, dlatego stworzyliśmy spółkę, której podstawą jest wspólne inwestowanie w wybrane produkty, ale każdy to robi na własny rachunek. My nie jesteśmy pośrednikami zarabiającymi na podsuwaniu „promowanych” produktów, do których nie mamy przekonania.

To proszę sprzedać jakiś dobry, stabilny pomysł na inwestycję…

Nie jestem sprzedawcą. Jako inwestor chętnie zaprezentuję swoje inwestycje, ich „track record”, czyli wyniki, szanse i zagrożenia. Uczciwie opowiem, czym kierowali się dotychczasowi współinwestorzy przy wyborze poszczególnych metod lokowania kapitału i co ich przekonało do współpracy z nami. I dopiero na podstawie takich przesłanek inwestor powinien podjąć samodzielną decyzję, czy te argumenty go przekonują, czy są adekwatne do jego sytuacji i ostatecznie które z rozwiązań dobierze sobie do własnego portfela. Każdy inwestor ma swój indywidualny profil akceptacji ryzyka, a także swoją wizję na skład portfela. Nie powinno się wpływać na pierwsze, czy drugie. Jest dla mnie niezwykle ważne poznanie nie tyle inwestora, co człowieka, zrozumienie, jaka jest jego sytuacja osobista, jakie wyznaje wartości oraz jaką etyką kieruje się w biznesie. To dla nas i atmosfery inwestycyjnej w Rest Capital Investments bardzo istotne. Wtedy mogę polecić takiego inwestora w miejscach, gdzie sam inwestuję, licząc na rewanż. W ten sposób docieramy do sprawdzonych rozwiązań, bo czy można wyobrazić sobie lepszą rekomendację, jak samodzielny udział w danej inwestycji i podzielenie się uwagami o niej z innym inwestorem? Wychodzę z założenia, że nieetyczne jest polecanie produktów, których samemu się nie posiada, a właśnie taką sytuację mamy na tzw. szerokim rynku pośrednictwa finansowego, od którego na marginesie, trzymamy się z dala.

To na czym polega odmienność strategii Rest Capital Investmets?

W przeciwieństwie do wielu obecnych na rynku firm, ja i mój wspólnik inwestujemy w to samo, co nasi współinwestorzy, przy czym robimy to jako pierwsi, i na podstawie własnych doświadczeń możemy dalej polecać nowych współinwestorów. Oczywiście tak jak współinwestor, też mamy z tego swoje wynagrodzenie. Gramy zawsze w otwarte karty – wchodząc do grupy inwestycyjnej, którą reprezentuje Rest Capital Investments, otrzymuje się wgląd w „track record” inwestycji, informacje o potencjalnych zyskach, kosztach i wszystkich innych parametrach, które pozwalają dopasować taką inwestycję do własnych oczekiwań i potrzeb.

Wspólne inwestowanie w ramach rekomendacji ma zalety. Jakie?

Moją rolą w rozmowach ze współinwestorami jest wymiana informacji o nowych, potencjalnie korzystnych inwestycjach. Nie zawsze z nich korzystamy, ale zawsze rozważamy je, i jeśli wydają się w porządku, tworzymy grupę gotową ulokować środki. To daje nam możliwość negocjowania warunków inwestycji, na co inwestorzy indywidualni nie zawsze mogą liczyć. Zaletą jest więc siła przebicia w rozmowach. Pracując wspólnie, mamy też większą łatwość znajdowania ciekawych tematów inwestycyjnych – są wśród nas ludzie z różnych branż, zainteresowani odmiennymi zagadnieniami. Nasza siła tkwi więc w różnorodności idei. W ten sposób w ostatnim czasie znaleźliśmy niszę, którą są odszkodowania za błędy medyczne. To świetny pomysł na biznes. Decydując się na taki krok, na zainwestowanie w kancelarię prawniczą i spółkę akcyjną zarazem, specjalizującą się w walce o prawa poszkodowanych pacjentów, mamy także poczucie uczestnictwa w szczytnej misji. Dość bowiem powiedzieć, że w Polsce każdego roku lekarze popełniają ponad 38 000 pomyłek niosących poważne konsekwencje dla zdrowia pacjentów. Kilkanaście tysięcy pacjentów rocznie umiera z powodu błędów medycznych! A jednocześnie większości poszkodowanych nie stać na to, żeby podjąć kroki prawne wobec placówek medycznych i lekarzy, którzy zawinili. Mamy więc okazję tworzyć nowy segment prężnie rozwijającego się rynku, którego celem jest nie tylko wypracowywanie zysków, ale niesienie realnej pomocy ludziom jej potrzebującym.

Mamy więc aspekt społeczny Waszej działalności, ale co z korzyściami dla inwestorów angażujących się w ten zakup?

Decydując się na zakup akcji kancelarii jako grupa, oczywiście przy z góry ustalonym wolumenie, uzyskaliśmy jeden z najbardziej cennych przywilejów – umieszczenia jednego z nas w radzie nadzorczej tej spółki. Mamy więc nie tylko szansę na bardzo przyzwoite zyski, uczestniczymy w ważnych dla ogółu społeczeństwa działaniach, ale i posiadamy pełną kontrolę i wiedzę o inwestycji. To całkiem sporo korzyści jak na jeden tylko zakup.

Wspomniał Pan o wyszukiwaniu inwestycji i widzę, że w portfelu mają Państwo „klasyczne” produkty, jak Fundusze Inwestycyjne Zamknięte i obligacje korporacyjne, oraz bezpośrednie zakupy surowców, a nawet inwestycje w produkcje filmowe. Skąd takie zróżnicowanie? Chodzi o zaspokojenie oczekiwań inwestorów czy inne kryteria?

Wszędzie kryją się okazje i to jest kluczem, według którego ich poszukujemy. Idę tam, gdzie jest zysk lub potencjalnie może się znajdować w przewidywalnym okresie. Oczywiście uwzględniam bieżące tendencje, trendy czy splot wydarzeń wpływających na rozwój biznesu. Dlatego też zaangażowaliśmy się we współfinansowanie produkcji filmowych. W ostatnich latach coraz częściej chodzimy do kin, i co ważne, wydaje się, że największy procentowy wzrost oglądalności obserwujemy na krajowych produkcjach, zresztą pod tym względem rok 2017 był rekordowy. Gdy mówiłem o splocie wydarzeń, miałem na myśli wprowadzony niedawno zakaz handlu w co drugą, a docelowo, praktycznie prawie każdą niedzielę. Proszę sobie wyobrazić, że od tego czasu kina rejestrują wręcz gigantyczny wzrost odwiedzających widzów. Czy mogliśmy to przewidzieć? Oczywiście że nie, ale szczęście sprzyja lepszym (śmiech). Nie muszę przytaczać nazwiska jednego z najbardziej skutecznych, mającego doskonałe wyczucie w doborze scenariuszy polskiego producenta filmowego ostatnich lat – jego filmy zarabiały nawet prawie 400 procent w skali półtora roku! Wystarczy powiedzieć, że jako grupa współfinansujemy, jestem przekonany, przyszłe kinowe hity – budżet jest już praktycznie pozyskany. Mam na myśli m.in. film „Grom. Narodziny legendy”, to mocne sensacyjne kino opowiadające historię powstania jednej z najlepszych jednostek sił specjalnych na świecie –polskiej Grupy Reagowania Operacyjno-Manewrowego, czyli GROM-u. Anga­żujemy swój kapitał również w kolejne dzieło, mianowicie film „Dziewczyny z Dubaju”. Historia oparta na prawdziwych wydarzeniach z ostatnich lat. Poza filmem fabularnym planowany jest 12-odcinkowy serial telewizyjny, w którym swój udział w zysku będą mieli także nasi współinwestorzy. To mocne kino będące ekranizacją kulisów dziennikarskiego śledztwa. Książka pod tym samym tytułem zaledwie w tydzień uzyskała status bestsellera, uzyskując wynik sprzedaży na poziomie ponad 100 tys. egzemplarzy.

Z drugiej strony takie rozłożenie akcentów, czasu trwania inwestycji, typu i stopnia ich ryzyka daje większe bezpieczeństwo przez zróżnicowanie zawartości portfela. Dywersyfikacja terminowa i jakościowa jest niezwykle ważna dla utrzymania płynności i stabilności kapitału. Uważam, że dywersyfikacja jest podstawą zdrowego inwestowania. Musiałby się bowiem wydarzyć jakiś rynkowy dramat, żeby wszystkie aktywa naraz straciły na wartości. To rozsądne podejście i nim więc kieruję się w pierwszej kolejności, ponieważ jako pierwszy wykładam kapitał na inwestycję. Do listy kryteriów dochodzą potrzeby i oczekiwania współinwestorów – są niezwykle istotne, ale ostateczna decyzja o wejściu w dane przedsięwzięcie jest po ich stronie. To prosty i uczciwy schemat działania – pokazuję mój portfel inwestycyjny, a nasi współinwestorzy mogą z niego wybierać pasujące im inwestycje według własnych preferencji lub bazując na wyborach dokonywanych przez pozostałych inwestorów.

I gdy widzi Pan, że ich wybory są niewłaściwe w odniesieniu do ich sytuacji, reaguje Pan?

Przede wszystkim nie mogę im doradzać w kwestii słuszności wyborów, bo nie mam licencji doradcy inwestycyjnego, ale zawsze przedstawiam wszystkie zagadnienia związane z danym produktem – zagrożenia i korzyści – by każdy mógł samodzielnie podjąć decyzję i wziąć odpowiedzialność za swój kapitał.

Gdy mamy podobne warunki i możliwości, odniesiemy podobne korzyści lub – co się też zdarza – poniesiemy zbliżone straty. Otwarty i przejrzysty styl działania oraz dostęp do wspólnej wiedzy daje nam wszystkim równe szanse i odpowiedzialność.

A gdyby miał Pan coś doradzić…

Doradziłbym rozwagę przy podejmowaniu decyzji inwestycyjnych, rozsądny podział portfela i cierpliwość – to trzy rady, których mogę udzielić z pełną odpowiedzialnością.

Dziękuję za rozmowę. 

Z Remigiuszem Krzyżanowskim rozmawiał Michał Różalski

0
500